sobota, 23 marca 2013

NEW IN: marzec - ciuchy & dodatki

Po raz pierwszy postanowiłam pochwalić się tutaj zakupami 'ubraniowymi'. Na nieszczęście mojego portfela uwielbiam kupować ciuchy, dodatki, biżuterię, etc. Nie mam wyraźnego, spójnego stylu - jednego dnia mogę wyjść z domu ubrana w dziewczęcą sukienkę, zaś następnego założyć sportową bluzę i snapbacka. Mimo to dokładnie wiem jakie rzeczy mi się podobają, a jakie nie - i nawet jeśli coś jest modowym przebojem, a kompletnie mi się nie podoba - to nie ma szans żebym to kupiła.

W marcu zrobiłam dość pokaźne zakupy, odbijając sobie dość długą przerwę w nabywaniu nowych ubrań. Dużo rzeczy kupiłam przez Internet, polecam taką formę zakupów - bardzo często możemy dostać wymarzone ciuchy po znacznie tańszej cenie niż w sklepach stacjonarnym. Poza tym sieć to kopalnia niepowtarzalnych i niebanalnych rzeczy, których na próżno można by szukać w galeriach handlowych.

Na początek łupy z Allegro:

1. Bordowa bejsbolówka, Gina Tricot

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik sklepawanti


Świetna, niedroga (ok. 40 zł z przesyłką) bluza. Na bejsbolówkę w tym kolorze miałam ochotę już dawno. Zamówiłam S i niestety, okazała się za mała, ale sprzedawca bez problemu wymienił ją na większy rozmiar.

2. Sukienka z motywem wilka i ćwiekami, Primark Atmosphere

źródło zdjęcia: allegro.pl/ użytkownik ciuszekUK

Kocham wilki, lubię sukienki/bluzki z printami w takim stylu - więc ten model musiał być mój! :) Szkoda tylko, że ćwieki są przyklejone, a nie przyszyte - mam nadzieję, że będą się trzymać i nie odpadną w praniu.

3. Żółta neonowa czapka

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik charlizemystery

Neonowa czapka od Karo z bloga charlize-mystery.blogspot.com. Wykonana w 100 proc. z wełny, rękodzieło. Piękna! :)

4. Okulary-kujonki, Primark Opia

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik

Z racji tego, że w końcu się przełamałam i mam w planach zamówienie sobie okularów (dotychczas na okrągło nosiłam soczewki kontaktowe), chciałam na próbę kupić sobie zerówki i sprawdzić jak się będę czuła nosząc na nosie 'szkiełka', a także jaki kolor oprawek najbardziej będzie mi pasował. Jak na razie noszą się całkiem ok, chociaż przyznaję, że trzeba się przyzwyczaić.

4. Snapback, Crooks & Castles

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik kotgarfild1

Ostatnio mam 'fazę' na takie czapki, to chyba wpływ przeglądania bloga MAFFASHION. ;) Bardzo odpowiada mi taki sportowo-streetowy styl.

5. T-shirt 'Kot Cyklista', Martiszu Ludvikez dla koteria.org.pl

źródło zdjęcia: allegro.pl/użytkownik koteria_org_pl

Rozbrajający t-shirt z nadrukiem rysowniczki Martiszu Ludvikez dla środka kotów miejskich w Warszawie. Dowiedziałam się o całej inicjatywie przeglądając profil Arbuza, przygarniętego z Koterii kota artystki. Gorąco zachęcam do zakupu tworzonych przez nią koszulek, nabywając fajny t-shirt pomagamy potrzebującym kotom - 100 proc. zysku ze sprzedaży idzie na konto ośrodka.


1. Dwukolorowe rurki w pasy:

źródło zdjęcia: mosquito-sklep.pl

2. Czarna ołówkowa spódnica z zamkami

źródło zdjęcia: mosquito-sklep.pl

Znana z wielu blogów polska marka Mosquito. Jakość wykonania rewelacyjna. Polecam! :)


Dots Pom Beanie

źródło zdjęcia: misbhv.com

źródło zdjęcia: misbhv.com

Flagowa marka streetowa z Krakowa, mająca status niemal kultowej. Rzeczy w krótkich, limitowanych seriach, czyli 'kto pierwszy, ten lepszy'. ;) Nie znajdziecie jej idąc do centrum handlowego, dostępna tylko w sklepie on-line bądź w jednym z 3 miast: Londynie, Krakowie i Warszawie.


Streets Cats Gang Leo Beanie


źródło zdjęcia: shop.thehiveclothing.eu

Kolejna niszowa marka, ubrania również w limitowanych edycjach. Czapka urzekła mnie zadziornym napisem i połączeniem leopardziego wzoru z czernią.


Bordowa bluza 'I play for respect'

źródło zdjęcia: flyhighstore.pl
Ta bluza również od jakiegoś czasu była na mojej wish-liście. Na żywo jest milion razy ładniejsza niż na zdjęciach. :D


Kozaki Lan-Kars czerwony aragosta

źródło zdjęcia: gamabuty.pl


Do zakupu tych butów zbierałam się dobre 1,5 roku. W końcu w decyzji pomogła mi mama, sponsorując cały zakup w ramach zaległego prezentu imieninowego. ;) Do tego teraz można je zamówić 35 zł taniej! Strasznie się cieszę, bo eleganckie, skórzane kozaki zawsze są na czasie - to klasyka w szafie każdej kobiety.


1. Czapka 'Rysy' czerwona

źródło zdjęcia: pantuniestal.com


2. T-shirt 'Kompot'

źródło zdjęcia: pantuniestal.com

źródło zdjęcia: pantuniestal.com


Łódzka marka bawiąca się estetyką PRL-u. Zaczepne, ironiczne hasła, bazujące często na  języku starych reklam na nowoczesnych w formie t-shirtach czy bluzach - to esencja Pan Tu Nie Stał.



1. Granatowa kurtka bejsbolówka

źródło zdjęcia: house.pl

Kurtka upolowana podczas trwania promocji -30% z okazji Dnia Kobiet. Jak na sieciówkę - bardzo dobra jakość wykonania. Teraz czekam na wiosnę! :)

2. Miętowe kolczyki-kokardki


źródło zdjęcia: house.pl


Czekam jeszcze na paczki z:

1. romwe,com (ćwiekowany snapback)

źródło zdjęcia: romwe.com

2. Mosquito (kurtka)

źródło zdjęcia: mosquito-sklep.pl

3. Are You Fashion (sukienki)

źródło zdjęcia: areyoufashion.com

źródło zdjęcia: areyoufashion.com

czwartek, 21 marca 2013

Styczniowo-lutowe denko

Dawno nie było tu takiego posta, ba - w ogóle nie było żadnego, pora więc się nieco zrehabilitować. ;)


W styczniu nie odnotowałam spektakularnej ilości zużytych kosmetyków, denko ujrzały głównie buteleczki wód toaletowych/perfumowanych:

1. Avon, Bond Girl 007 EDP - na początku zapach brzoskwini i jaśminu, z czasem do głosu dochodzi piżmo i nuty drzewne. Bardzo ładny zapach, jeżeli będę mieć okazję - na pewno ponownie kupię.

2. Yves Rocher, So Elixir EDP - bergamotka, róża damasceńska, jaśmin, paczula, bób tonka, ekstrakt kadzidła. Cudo! Kojarzy mi się z taką intymną, bieliźniano-sypialnianą scenerią, niezwykle kobiecy. Z Yves Rocher najbardziej lubię ich zapachy - długo się trzymają i w promocji nie kosztują fortuny.

3. LIDL, Suddenly Madame Glamour EDP - dupe Coco Mademoiselle by Chanel, pisała o nich Agnieszka z agisboutique.blogspot.com. Czy perfumy z dyskontu za niecałe 17 zł mogą być dobre jakościowo? Ależ tak! :) Zapach trzyma się długo, nie znika po kąpieli, do tego idealnie naśladuje luksusowy pierwowzór.

4. iWear, All in 1 Supreme - płyn do.. pielęgnacji soczewek. ;) A co tam, też kosmetyk! :D Noszę soczewki już od 7 lat, używałam różnych płynów - ale ten jest wg mnie najlepszy: bardzo dobrze spełnia swoją rolę i jest niedrogi.


























5. Garnier Ultra Doux, szampon do włosów z tendencją do przetłuszczania się 'Kwiat lipy' - lubię tę serię Garniera. Kwiat Lipy również mnie nie zawiódł, dobrze oczyszcza, a przy tym nie wysusza włosów. Do tego ma ciekawy zapach. :)

6. Rossmann, Alterra, Haarkur Granatapfel & Aloe Vera - maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych 'Granat i aloes' - kultowa już maska, mnie również dobrze służyła. Jedyny minus to fakt, że nałożona na krótki czas nie daje oczekiwanych rezultatów, włosy są takie jak po nałożeniu zwykłej odżywki. Dopiero po ok. 1 h trzymania maski widać znaczącą różnicę w ich wyglądzie -  są wtedy jak po profesjonalnym zabiegu w salonie fryzjerskim. :)

7. Radox, żel pod prysznic Refresh - żel z eukaliptusem i olejkami cytrusowymi. Strasznie się męczyłam żeby go zużyć do końca, nawet mój chłopak nie chciał go używać. Musiałam być otumaniona, że wzięłam go do koszyka z półki w Naturze. Zapach jest okropny - tania, chemicznie zalatująca woda kolońska dla faceta. Bleah, nigdy więcej.

























8. Rossmann, Isana Med, krem do rąk z panthenolem - kolejny bubel. Nie nawilżał, a tym bardziej nie regenerował skóry dłoni. Do tego okropny zapach. Dobrze, że go wycofali, mam nadzieję, że jego następca (z olejkiem z wiesiołka) jest lepszy.

9. Avon, Foot Works, Beach Treats Sea Salt Foot Scrub - dość przyjemny peeling do stóp, jednak ja wolę mocniejsze zdzieraki. Na plus dodatek naturalnego 'piasku'.

10. Garnier, Mineral Deodorant, Invisiclear 48h - przy okazji poprzedniego 'denkowego' posta pisałam, że nienawidzę sztyftów i kulek. Ten dostałam w prezencie, a że nie lubię wyrzucać kosmetyków - zużyłam, ale przez baaardzo długi okres czasu. Nie cierpię tej lepkiej wartwy po użyciu sztyftów, fuj. Poza tym - wbrew zapewnieniom producenta zostawiał ślady na czarnych ubraniach. Działanie antyperspiracyjne ok.

11. Rossmann, Isana Hair, spray termoochronny - 'dobry i tani, tani i dobry'. ;) Ponoć posiada identyczny skład jak 2x droższy spray Gliss Kur. Do jego zalet - oprócz ochrony włosa - można doliczyć przyjemny, owocowy zapach.

Luty stanowczo był lepszym miesiącem jeśli chodzi o zużycia kosmetyczne:



Dna sięgnęła duuuża ilość żeli pod prysznic, głównie Original Source:



1. Original Source, Lemon & Tea Tree Shower - pisałam o nim tutaj.

2. Original Source, Orange & Liquorice Shower (pomarańcza z lukrecją) - żel z limitowanej, zimowej kolekcji. Spodobał się na tyle, że wszedł do stałej oferty marki. Zapach ciekawy, taki pomarańczowy cukierek. :)

3. Orignal Source, Lime - pisałam o nim tutaj.

4. Original Source, British Strawberry Shower - pisałam o nim tutaj.

5. Original Source, Plum & Maple Syrup Shower (śliwka i syrop klonowy) - drugi z zimowej limitki. Spodobał mi się bardziej niż jego pomarańczowy brat. Chyba nie ma podobnego żelu na rynku, fajnie gdyby został w stałej ofercie.

6. Original Source, Spearmint Shower - żel z letniej kolekcji limitowanej. Między nim a mną istniała typowa relacja love-hate. :P Jednego dnia go kochałam, zaś następnego wzdrygałam się na sam jego widok. :D Jedno trzeba mu przyznać: to mocna mięta. :)






7. Garnier Ultra Doux, szampon oczyszczający 'Cytryna i biała glinka' - świetny! Duża zawartość glinki, zero silikonu. Idealny do zmywania z włosów olejów czy dużych ilości kosmetyków do stylizacji.

8. Syoss, Color Protect, Conditioner - jako odżywka: koszmarek. Nawet po długim spłukiwaniu włosów, a następnie po ich wysuszeniu - dosłownie lepiły się. Za to jako balsam do golenia nóg - idealna! :D

9. Original Source Orange Oil and Ginger Bath Foam - z racji tego, że nie mam wanny - płyny do kąpieli robią mi za żele pod prysznic. ;) Ta pomarańcza doprawiona imbirem jest idealna podczas porannego prysznica w zimny dzień, kiedy samo wychylenie nosa spod kołdry jest nie lada wyzwaniem. Przyjemnie rozgrzewa i upaja zapachem. :)

10. Isana, Creme Dusche Kokos - po prostu: kokosowy żel pod prysznic. :)





11. Avon, Advance Techniques, Winter Restore, szampon regenerujący na zimę - jakoś polubiłam się z tym szamponem. Nie sprawiał problemów przy spłukiwaniu, włosy po nim były przyjemne w dotyku, sypkie i odrobinę sztywniejsze, co ułatwiało ich prostowanie. Szkoda, że to wycofana edycja.

12.  Rexona Women, Sexy, Fragrance Collection Deodorant - bardzo lubię ten wariant Rexony. Daje odpowiednią ochronę i przy tym świetnie pachnie.

13. Green Pharmacy, szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się 'Nagietek lekarski' - to jeden z moich ulubionych szamponów bez zawartości silikonów. Ma przyjemny, ziołowy zapach, włosy po umyciu aż piszczą przy dotyku. :P Odpowiedni przed zastosowaniem maski lub cięższej odżywki.


14. BeBeauty, Micelarny żel do mycia i demakijażu - mój fawory jeśli chodzi o żele do mycia twarzy. Super oczyszcza cerę z resztek makijażu, brudu, kurzu i sebum. Mój biedronkowy namber łan! :D

15. Bourjois, Micellar Cleansing Water - bardzo dobry płyn micelarny. Nie zostawia lepkiej warstwy, skóra jest dokładnie oczyszczona. Wydajny.

16. Maybelline, podkład  Affinitone, nr 14 Creamy Beige - pisałam o nim tutaj.

17. Rossmann, Synergen, korektor przeciw wypryskom, nr 01 Vanilla - kolejne odkrycie z Rossmanna. W życiu nie miałam lepszego korektora! Kryje wszystko, nawet siniaki czy mocno czerwone wypryski. Świetnie współpracuje z podkładami i nie tworzy przy tym maski. Jak mi go wycofają, to pojadę protestować do samych Niemiec! :D

Czy ktoś chce baardzo 'przeterminowane' denko pażdziernik/listopad? :D

czwartek, 21 lutego 2013

Zakupy z ostatnich 2 tygodni - Biedronka, Lidl, Rossmann, Natura + wygrana w konkursie WIBO

W ciągu 2 ostatnich tygodni zdarzyło mi się kilkukrotnie odwiedzić Biedronkę i Lidla wyłącznie w celach zakupów kosmetycznych. Jak pewnie wiecie, w Biedronce można było obkupić się w fajne zestawy kosmetyczne w ramach oferty walentynkowej. Na temat samego święta nie będę się wypowiadać, bo niezbyt go lubię, ale sama oferta owadziego dyskontu była bardzo kusząca. Polowałam przede wszystkim na zestawy żeli pod prysznic Original Source za 10,99 zł oraz na natural spray Fruity Rhythm Adidas.

 Z mojej krótkiej listy udało mi się dorwać jedynie żele OS: limonkowy i cytrynowy. Aby się pocieszyć kupiłam lakier do paznokci Virtual z serii Fashion Mania w ciekawym kolorze, balansującym pomiędzy kobaltem a fioletem. Hmm.. chyba mam słabość do wszelkich niebieskich odcieni. ;) Dodatkowo do mojego koszyka trafiły: saszetki zapachowe trawa cytrynowa, kiczowata świeczka o zapachu magnolii oraz woda toaletowa BE 4 ME o pojemności 15 ml, która, notabene zrobiła furorę w blogosferze, a wszystko przez fakt, że pachnie identycznie jak słynne jabłuszko, czyli Donna Karan Be Delicious.
W Lidlu zakupiłam zmywacz do paznokci z pompką, ponieważ ten, który miałam zaginął w tajemniczych okolicznościach. :D Cien by Lidl jak na razie sprawuje się dobrze, zobaczymy jak poradzi sobie z brokatami.
Rossmannowy zakup - lakier do włosów ISANA Volume Up. W Drogerii Natura trafiłam zaś na przeceniony czarny błyszczyk Essence dający efekt wampa, na którego zakup miałam ochotę już dawno temu.

























Trochę kultury: książka 'Drań na kanapie' i 'Czarny Łabędź' na DVD ( wyprzedaż książek w E. Leclerc oraz filmów w Tesco). :)


























Komiksowa subskrypcja od Marvela. :)



























Przyszła też oczekiwana paczka - wygrana w facebookowym konkursie WIBO. Zadanie polegało na podaniu trzech propozycji kosmetyków jakie mogłyby się pojawić w ofercie marek WIBO i Lovely. Zaproponowałam: 1. bezbarwny matujący Top Coat, 2. transparentny puder finiszujący (coś jak Vichy Dermablend Fixateur Poudre) oraz 3. matową pomadkę (jako wzór podałam najnowszą kolekcję Rimmel by Kate). Baaardzo się cieszę, że moje pomysły spodobały się ekipie Wibo, teraz czekam na wprowadzenie któregoś z nich w życie. ;)

A oto i moja nagroda: 8 lakierów do paznokci Lovely - kolekcja Must Have, 2 linie: Optimistic oraz Naturalist. Wszystkie piękne :)


























Must Have Naturalist (od prawej):
03 - zgaszony, przykurzony niebiesko-zielony
05 - bardzo jasna, rozbielona szarość
06 - rozbielona rudość :)
08 - leśna jasna zieleń


























Must Have Optimistic (od prawej):
07 - ciemny niebieski, a'la chabrowy
01 - zieleń wpadająca w turkus
02 - pomarańczowa czerwień
04 - zdecydowany róż


niedziela, 10 lutego 2013

Styczniowe zakupy kosmetyczno-książkowe

Styczeń upływał mi na przemian: pod znakiem intensywnej nauki (sesja!) i spotkań towarzyskich. Przez to miałam niewiele czasu (jak i pieniędzy :D) na planowanie jakichkolwiek zakupów, nie licząc oczywiście produktów spożywczych. :P

Mając pokaźne zapasy kosmetyczne - zarówno kolorówki, jak i pielęgnacji - nie musiałam kupować praktycznie niczego. Fakt, promocje w drogeriach i sklepach on-line kusiły, ale zdołałam się powstrzymać - z czego jestem niezmiernie dumna. :)

Będąc w H&M, podczas wybierania prezentu urodzinowego dla przyjaciółki, (notabene - kosmetycznego, a jakże! :)) w oko wpadł mi lakier Come Along With Me. Odcień - ciemny turkus, w buteleczce zauważalne są połyskujące drobinki, ale na paznokciach to typowy krem.


Korzystając z promocji na znak.com.pl, moja biblioteczka wzbogaciła się o kilka wymarzonych pozycji, m.in. książki Eduardo Mendozy, biografie - Marilyn Monroe i Coco Chanel oraz osławioną 'Trylogię Nowojorską' Austera. W Weltbildzie, oprócz kilku spontanicznych zakupów, udało mi się upolować książkę 'Jeden dzień', do lektury której zachęcił mnie Andrzej z jestkultura.pl. Polowałam na nią chyba cały miesiąc, nie tracąc nadziei, że będzie jeszcze dostępna - i w końcu pewnego poranka udało się. :) Dodam, że kosztowała całe 9,90 zł. :D




środa, 16 stycznia 2013

Grudniowe zakupy kosmetyczne, limitka Breaking Dawn part II Essence + nowe nabytki książkowe

W grudniu nie poszalałam z zakupami kosmetycznymi, być może było to spowodowane malutkimi wyrzutami sumienia za listopadowy szoping. ;) Co więc zasiliło moje półki? Promocją na żele Original Source skutecznie skusił mnie Rossmann (który to już raz uległam :D):


Wybrałam truskawkę, limonkę, cytrynę, czekoladę & pomarańczę oraz zimową edycję limitowaną - pomarańczę & lukrecję. Na zdjęcie nie załapała się druga z limitki: śliwka & syrop klonowy, która dołączyła do swych 'braci' kilka dni później. ;) Co sądzę o tej SE? Pierwszy minus: brak silikonowego 'niekapka', co producent uzasadnia troską o środowisko. Oczywiście, można użyć korka od zużytej butelki standardowych wersji OS, o czym pisała Orlica, ale przecież nie zawsze mamy do dyspozycji zachomikowane stare opakowania. A bez tego silikonowego cuda żel pięknie rozlewa się po półeczce pod prysznicem, nawet jeśli jest domknięty i stoi jak 'pan producent przykazał'..
Zapach? Ok, ale 'szału nie ma'. :D Z dwóch limitowanych gagatków podoba mi się śliwka, tylko, że ta dodatkowa nuta zapachowa kojarzy mi się bardziej z cukierkami anyżowymi, a nie syropem klonowym - ale pewnie się nie znam. :D

W grudniu w Naturach pojawiła się też kolejna część wampirzej limitki Twilight Breaking Dawn od Essence. Oczywiście, nie była bym sobą, gdybym czegoś z niej sobie nie kupiła. ;) Zaskoczyłam samą siebie i nawet nie spojrzałam w stronę lakierów, co mi się rzadko zdarza. Wzięłam tylko róż 01 Renesmee red. Oczywiście róż ma jednolity kolor, smugi to wina odbicia światła. :/


Przed samymi Świętami wykorzystałam 3 karty zniżkowe do H&M, które były dołączone do grudniowego wydania magazynu Glamour. Jedna karta uprawniała do 20 zł zniżki, pod warunkiem, że kwota zakupów wynosiła minimum 50 zł. W ten sposób łącząc karty udało mi się ustrzelić wymarzoną kieckę na Sylwestra, a do tego jeszcze buty, torebkę i przepiękny lakier: Stay Golden - złoty drobny brokat i sześciokąty w przezroczystej bazie. Niby nic skomplikowanego - a jaki efekt!
Swatche tutaj. A propos brokatów, to postaram się w najbliższym czasie przedstawić na blogu moją lakierową kolekcję bling-bling. ;)

Czas na zupełnie niekosmetyczną część dzisiejszego posta, czyli książki. Będąc dzieckiem, zamiast wypasionej Barbie wolałam dostać książkę. Dzięki mojej pasji w wieku 10 lat dorobiłam się krótkowzroczności, ale na szczęście dla mnie - istnieją soczewki kontaktowe. ;) Jako piętnastolatka zaczytywałam się w powieściach Orwella i Vonneguta. Śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie dzięki czytaniu jestem dzisiaj taką, a nie inną osobą. Z żalem muszę przyznać, że obecnie więcej czasu spędzam surfując po Internecie, niż pochłaniając literaturę, ale nadal kiedy wciągnie mnie świat jakiejś książki, to nie wychylę nosa, zanim nie zamknę jej ostatniej strony. :D

Lubię kupować i gromadzić książki, patrzeć z dumą na półki uginające się pod ciężarem stron, na których zapisane są czyjeś myśli. Lubię wziąć do ręki jedną z ulubionych powieści, otworzyć na stronie z zakreślonym cytatem, chwilę pomyśleć. Przeczytać ponownie, a po skończeniu jeszcze kolejny raz,a następnie odłożyć z szacunkiem na należne jej - honorowe - miejsce.

'Jaram się' też komiksami, a tę miłość do nich zaszczepił we mnie tata, kupując mi  komiks z Kapitanem Ameryką. Cóż to było za przeżycie dla dzieciaka, jakim wtedy byłam! Zakochałam się bez pamięci. :)

Mimo mojej silnej fascynacji Batmanem, ulubioną komiksową 'stajnią' będzie zawsze Marvel. Dlatego, kiedy przeczytałam gdzieś na nerdowskich stronach (:D), że Hachette Polska ma wydać najbardziej znane i cenione zeszyty Marvela w przepięknej albumowej oprawie, na kredowym papierze - oczywiście musiałam je dostać w swoje łapki. :)


























Nowości w mojej biblioteczce to głównie łupy wyprzedażowe z Weltbildu. Mimo dość wysokich cen regularnych, podczas wyprzedaży sezonowych można trafić tam na perełki przecenione do 9,90 zł, a niektóre egzemplarze nawet do 5-6 zł. Jak przeczytałam ostatnio, mają zamiar likwidować całą sieć, więc w księgarniach stacjonarnych trwa obecnie wyprzedawanie całego asortymentu i rabaty do 90%. Koniecznie to sprawdźcie, ja widziałam wczoraj w swoim Weltbildzie 'Cyrk nocy' za 14,99 zł,  gdzie na ich stronie za tę książkę widnieje cena 34,90 zł. :)

Ostatnia książka na szczycie stosiku to 'Niezłomny'. Kupiłam ją na kumiko.pl i serdecznie polecam Wam tam zakupy! Czy kiedykolwiek kupując w księgarni internetowej dostaliście ładniej zapakowaną książkę?:

Na odwrocie białej karteczki są podziękowania za zakupy, odręcznie (!) napisane przez panią Małgosię, właścicielkę księgarni. Pełen profesjonalizm! :)


I to już wszystkie zakupy. Teraz ostrzę sobie ząbki na kolejne książkowe i kosmetyczne cuda - więc niedługo spodziewajcie się kolejnego posta zakupowego. ;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Zakupy listopadowe i październikowe - Rossmann -40%, limitka Wild Craft Essence

Nie cierpię, kiedy pogoda za oknem zmusza mnie do fotografowania w sztucznym świetle. Do tego moja kompaktowa cyfrówka, mimo, że to Nikon - robi fatalne zdjęcia (plus moje równie fatalne umiejętności w zakresie fotografii :D), więc z góry przepraszam za jakość zdjęć.

Najpierw zacznę od listopadowych łupów - oczywiście pierwsze skrzypce gra Rossmann i legendarna już obniżka -40% na kolorówkę. Jednym słowem: poszalałam :P To nie wszystko, co udało mi się kupić, oprócz rzeczy widocznych na zdjęciach z tego posta, w moje łapki wpadły: cień Maybelline Color Tattoo  20 Turquoise Forever i ok. 10 sztuk lakierów Wibo z mini-kolekcji: Back To Nature, Be Neutral, Vintage Garden oraz Arctic Expression. :D


Co my tu mamy? ;) Oprócz kolorówki standardowe kosmetyki pielęgnacyjne: dezodorant Rexona Sexy, szampon nagietkowy z Green Pharmacy i mieszanka studencka do wieczornego podjadania. ;)

  1.  Lakiery do paznokci: 
  •  Manhattan Lotus Effect nr 67N, 
  •  Rimmel Lycra Pro nr 420 Aqua Cool, 
  • Rimmel 60 seconds nr 500 Caramel Cupcake, 
  • Wibo Express Growth nr 419,
  • Wibo Trend Edition Pure Beauty nr 1.
     2. Cień do powiek Manhattan Intense Effect nr 910G Dim Brown - mój codzienny ulubieniec,
         daje świetny efekt. To już moja 3 sztuka! :)
     3. Podkład Maybelline Affinitone nr 14 Creamy Beige.
     4. Tusz L'oreal Lash Architect 4D Waterproof (kupiony dla przyjaciółki)


   5.  Pomadki Rimmel by Kate Moss (matowe i nie-matowe):
  • nr 05 - zgaszony, średni róż z niebieskimi tonami
  • nr 10 - ciemna, podstawowa i klasyczna czerwień
  • nr 20 - mocny róż z fioletowymi tonami, wpadający w fuksję
  • nr 22 - jasna, stażacka czerwień
  • nr 101 - łososiowy nude
  • nr 103 - zgaszony, ciepły róż bez niebieskich tonów
  • nr 104 - beżowy róż (?), róż/cappuccino.
   6. Pomadki Wibo Eliksir:
  • nr 03 - intensywny, landrynkowy róż
  • nr 05 - nude
  • nr 09 - wiśnia.

 

Nie obyło się bez zakupów świeczkowo - gadżetowych. Te urocze kotki to żel pod prysznic i balsam do ciała - za zestaw zapłaciłam ok 13 zł. W moim koszyku znalazło się też miejsce dla świeczek ze świątecznej serii Rossmanna: truskawka (zamykany 'słoik'), ciemna czekolada i wanilia. Ciemna czekolada dobiegła końca swego żywota, chyba kupię jeszcze jedną, bo spodobał mi się zapach :) Mam w posiadaniu jeszcze cappuccino (wersja z zamykanym 'słoiczkiem'). Uwielbiam świece jesienną i zimową porą! :)

Uroczą komódkę na biżuterię (19,99 zł) i puszystą panią w marynarskim retro-klimacie (4,99 zł - to jest stojak na zdjęcia) znalazłam w Pepco. Zdecydowanie mój ulubiony sklep z dekoracjami do domu! :)
Kolczyki to wyprzedażowy łup z H&M (10zł), przypominają mi końcówki sznura do zasłon. :D Mają mocny, różowy kolor.

Październikowe zakupy to efekt promocji na marki własne drogerii Rossmann. Ja skupiłam się głównie na żelach pod prysznic - Wellness & Beauty w wersjach: Kakao i Jojoba, Trawa cytrynowa i Bambus, Figa i Róża; oraz Isana: Masło shea i Passiflora, Marakuja i Kokos. Postanowiłam wypróbować też kremy do rąk Isany: aloesowy, z kwiatem pomarańczy i rumiankowy.

Nie udało mi się oprzeć limitowance Wild Craft Essence. Wzięłam 3 lakiery: 01 Three Hugging - jasny beż z bardzo delikatnymi drobinkami, 02 Out of the Forest - 'błotnista' zieleń, 04 Rosewood Hood - jaśniutki beżo-róż. Niestety, na standzie nie znalazłam wszystkich cieni, więc zadowoliłam się jedynie zielenią  02 Out of the Forest (rewelacyjna pigmentacja!).


Ze standu Catrice przytuliłam bronzer z poprzedniej LE: Cucuba, a z obecnej - Hollywood's Fabulous 40s - róż o pięknej nazwie: Gone With the Wind. :)

Uff, to już chyba wszystkie zakupy (przynajmniej te udokumentowane zdjęciami ;)), czas teraz na mały odwyk, przynajmniej pomadkowy - bo nadchodzące Święta nie sprzyjają ograniczaniu wydawania pieniędzy w sklepach. ;)

Tattoo - czyli o moich małych marzeniach.

Od dzieciństwa byłam zafascynowana tatuażami. Zawsze intrygowały mnie rysunki na ciele, było w nich coś wyjątkowego, bo przecież zostają z właścicielem już na całe życie - nie można ich zmyć, są jak gdyby wdrukowane w człowieka, przypominając jakieś chwile, ludzi, zdarzenia.. Pamiętam pewną historię: miałam wtedy pięć lat, czekałam z mamą na korytarzu szpitalnej przychodni, w kolejce do lekarza było mnóstwo osób. Na krześle obok nas siedział rosły mężczyzna. Był duszny, lipcowy dzień, więc pan ubrany był w bokserkę, która odsłaniała jego potężny, wytatuowany biceps. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w ten rysunek na ciele - duża, granatowa kotwica z wplecioną weń czerwoną różą. Jak na tamtejsze realia tatuaż wykonany był niezwykle starannie, niczym nie przypominał bohomazów wykonanych podrzędnej jakości tuszem i  prowizoryczną 'maszynką' do tatuowania. Brat mojego taty miał właśnie taki koszmarek - okropne, brązowo-szare serduszko, a w nim inicjały jego ówczesnej dziewczyny. 'Udekorował' się tak podczas pobytu w koszarach (lata 90. i obowiązkowe 'wojo' :D), zaś po kilku latach zdał sobie sprawę z popełnionego błędu i poddał się operacyjnemu usunięciu nieudanego eksperymentu tatuażowego. Wtedy jeszcze tatuaże kojarzyły się z kryminałem, służbą na morzu czy właśnie wojskiem, dlatego nawet obecnie wiele starszych osób potrafi skrzywić się na widok 'dziary' i stereotypowo wrzucić jej posiadacza do szufladki z napisem: 'przestępca'.




 Z powodu moich zainteresowań i studiów z nimi związanych (resocjalizacja) widziałam wiele więziennych tatuaży. Czy to w ośrodkach dla młodzieży, czy w zakładach karnych - tatuaż jest jedną z ważnych form komunikacji, służy podkreślaniu swojej rangi, przynależności do danej grupy/gangu, czy wreszcie wyrażania indywidualności, a poza tym jest po prostu doskonałym lekiem na więzienną nudę. Oczywiście, takie tatuaże kiedy są wykonywane prymitywnymi narzędziami, w niesterylnych warunkach - niosą ze sobą ryzyko zarażenia się HIV czy WZW typu B i C, albo w najlepszym razie złapaniem jakiejś bakterii, w wyniku czego dojdzie do infekcji i zamiast pięknego wzoru otrzymamy kolorową bliznę. Na szczęście coraz częściej, nawet w tak nieprzyjaznych warunkach jak więzienie, osoby wykonujące tatuaże dbają o zachowanie odpowiedniej sterylności narzędzi, co jest ważne dla uniknięcia ewentualnej epidemii w małej społeczności zakładu karnego.



Czym jest tatuaż dla mnie? Myślę, że artystyczną formą wyrażenia siebie, podkreśleniem tego, co jest ważne w moim życiu, formą odniesienia do tego kim byłam, kim jestem i kim chcę być.
Długo myślałam o wzorze, mam kilka pomysłów, a każdy z nich symbolizuje to, co dla mnie istotne: dmuchawiec na łopatce (ulotność chwil), może wilk na środku pleców (siła, odwaga)? Na lewym nadgarstku napis 'stay strong' lub 'stay alive', na prawym 'imagine' (tak, tak - wyobraźnia jest ważna :). Mam nadzieję, że choć jeden z nich uda się wkrótce zrealizować. :)

A jakie są wasze typy? Lubicie tatuaże, czy wręcz przeciwnie - uważacie, że to forma oszpecania się?


Zdjęcia znalezione na higit.com, tumblr.com i na google.com.