wtorek, 11 grudnia 2012

Tattoo - czyli o moich małych marzeniach.

Od dzieciństwa byłam zafascynowana tatuażami. Zawsze intrygowały mnie rysunki na ciele, było w nich coś wyjątkowego, bo przecież zostają z właścicielem już na całe życie - nie można ich zmyć, są jak gdyby wdrukowane w człowieka, przypominając jakieś chwile, ludzi, zdarzenia.. Pamiętam pewną historię: miałam wtedy pięć lat, czekałam z mamą na korytarzu szpitalnej przychodni, w kolejce do lekarza było mnóstwo osób. Na krześle obok nas siedział rosły mężczyzna. Był duszny, lipcowy dzień, więc pan ubrany był w bokserkę, która odsłaniała jego potężny, wytatuowany biceps. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w ten rysunek na ciele - duża, granatowa kotwica z wplecioną weń czerwoną różą. Jak na tamtejsze realia tatuaż wykonany był niezwykle starannie, niczym nie przypominał bohomazów wykonanych podrzędnej jakości tuszem i  prowizoryczną 'maszynką' do tatuowania. Brat mojego taty miał właśnie taki koszmarek - okropne, brązowo-szare serduszko, a w nim inicjały jego ówczesnej dziewczyny. 'Udekorował' się tak podczas pobytu w koszarach (lata 90. i obowiązkowe 'wojo' :D), zaś po kilku latach zdał sobie sprawę z popełnionego błędu i poddał się operacyjnemu usunięciu nieudanego eksperymentu tatuażowego. Wtedy jeszcze tatuaże kojarzyły się z kryminałem, służbą na morzu czy właśnie wojskiem, dlatego nawet obecnie wiele starszych osób potrafi skrzywić się na widok 'dziary' i stereotypowo wrzucić jej posiadacza do szufladki z napisem: 'przestępca'.




 Z powodu moich zainteresowań i studiów z nimi związanych (resocjalizacja) widziałam wiele więziennych tatuaży. Czy to w ośrodkach dla młodzieży, czy w zakładach karnych - tatuaż jest jedną z ważnych form komunikacji, służy podkreślaniu swojej rangi, przynależności do danej grupy/gangu, czy wreszcie wyrażania indywidualności, a poza tym jest po prostu doskonałym lekiem na więzienną nudę. Oczywiście, takie tatuaże kiedy są wykonywane prymitywnymi narzędziami, w niesterylnych warunkach - niosą ze sobą ryzyko zarażenia się HIV czy WZW typu B i C, albo w najlepszym razie złapaniem jakiejś bakterii, w wyniku czego dojdzie do infekcji i zamiast pięknego wzoru otrzymamy kolorową bliznę. Na szczęście coraz częściej, nawet w tak nieprzyjaznych warunkach jak więzienie, osoby wykonujące tatuaże dbają o zachowanie odpowiedniej sterylności narzędzi, co jest ważne dla uniknięcia ewentualnej epidemii w małej społeczności zakładu karnego.



Czym jest tatuaż dla mnie? Myślę, że artystyczną formą wyrażenia siebie, podkreśleniem tego, co jest ważne w moim życiu, formą odniesienia do tego kim byłam, kim jestem i kim chcę być.
Długo myślałam o wzorze, mam kilka pomysłów, a każdy z nich symbolizuje to, co dla mnie istotne: dmuchawiec na łopatce (ulotność chwil), może wilk na środku pleców (siła, odwaga)? Na lewym nadgarstku napis 'stay strong' lub 'stay alive', na prawym 'imagine' (tak, tak - wyobraźnia jest ważna :). Mam nadzieję, że choć jeden z nich uda się wkrótce zrealizować. :)

A jakie są wasze typy? Lubicie tatuaże, czy wręcz przeciwnie - uważacie, że to forma oszpecania się?


Zdjęcia znalezione na higit.com, tumblr.com i na google.com.




3 komentarze:

  1. Mi też się strasznie podobają, szczególnie takie małe i urocze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, małe mają swój urok, zwłaszcza te na nadgarstku.

      Usuń
  2. Ja uwielbiam tatuaże sama ma dwa :D

    OdpowiedzUsuń